Dla polaka nieczułość podana na zimno, czyli kilka przywar w nieuporządkowanej kolejności

Czyta Sebastian Słomiński – aktor teatralny i filmowy, reżyser, pedagog teatralny, założyciel Teatru Bez Przesady, link: https://www.facebook.com/Teatr-Bez-Przesady-101005001404319

Najbardziej żal Czubka. Nie to, że kogokolwiek obrażam, co to, to nie. I nie pomyślcie sobie drodzy Państwo, że miałbym problem z tym, żeby kogoś obrazić. Wręcz przeciwnie, lubię obrażać, ubliżać, wyśmiewać, szydzić, kopnąć lubię, splunąć nawet, poplotkować też, nazwymyślać nawet, czemu nie. Ach, rozmarzyłem się, a o Czubku chciałem opowiedzieć. Tak się koleś po prostu nazywa. Wśród polskich arcygłupich nazwisk typu: Łopata, Kraśnik, Malutek czy Głąb, ten nazywał się Czubek i tak jak większość naszych rodaków, kocha swoje nazwisko tak bardzo, jakby było najwspanialsze na świecie, a kiedy nachodzi go nostalgia, stwierdza nawet, że nazwisko to rodowe jest i że jest w nim herb jego przodków, i cały świat zna go właśnie pod tym zawołaniem. Czubek! Gdyby Czubek miał córkę, a ta dałaby sobie wmówić te brednie o przodkach, i jednocześnie, poznałaby miłość jej życia, takiego, dajmy na to Ruchacza, wtedy, chcąc zostawić swoje nazwisko rodowe, nazywałaby się Karina Czubek-Ruchacz. Ależ kochani Państwo, nie mówcie mi, że jestem złośliwy, nie jestem! Czy ja wymyśliłem im to nazwisko? No przecież nie ja, to ludzie sami robią sobie tę krzywdę. Do rzeczy. Czubek nie ma córki, więc przynajmniej jedna dziewczyna jest uratowana. Ma za to żonę, o Jezu jaką grubą… albo nawet grubszą. Tak, grubsza jest świnia od niego. Mają SUVa, mają dwa SUVy żeby dupska grube wozić i parkować pod samymi drzwiami domu, bo gdyby zaparkowali dalej, to, nie daj boże, zrzuciliby kilogram lub dwa. Do dwóch SUVów mieści się więcej żarcia niż zmieściłoby się do jednego, to chyba jest proste i jasne dla wszystkich z Państwa, prawda? Teraz zamykamy oczy i wyobrażamy sobie tę scenę, kiedy Czubek i Czubkowa pakują żarcie do samochodu, i później, jak wyciągają te siaty żarcia i pudła picia, i przenoszą do domu, żeby wreszcie wpierdolić wszystko do lodówki. Lodówka to taki przed żołądek, daje się tam jedzenie po to, żeby można było dłużej siedzieć w domu i mieć ciągły dostęp do żarcia, do żarcia! do wielkiego żarcia! Brzuchy, przykrótkie koszulki, wystające kawałki dupy kiedy się schylają, świński makijaż Czubkowej. Powiedziałem Czubkowej? Jak ja śmiałem odmienić nazwisko, przecież miłośnicy własnych nazwisk ich nie odmieniają i przekonują nawet, że tak uczy poprawna polszczyzna. Zawsze przecież lepiej jest udawać, że, jak by się Czubek gdzieś spóźniał, dajmy na to, to powiemy: „nie ma pana Czubek”, a nie: „nie ma pana Czubka”. Bo jakbyśmy mówili, że nie ma Czubka, to ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że o funkcję chodzi, a nie o ród Czubów… yyy, to znaczy ród Czubka. A tak, jak nie odmienimy, to absolutnie nikt nie zorientuje się, że to nazwisko jest po prostu głupie. Siedzą więc przy stole i wpierdalają to żarcie, które wcześniej kupili, te chleby i makarony, te szynki i sery, tak wpierdalają i myślą nad tym, jaki świat być powinien, a jaki być nie powinien, tylko po to, żeby później przelać myśli swoje do Internetu. A chuj tam z nimi.

Żal też tego małego człowieka, który odwozi nocą matkę swoją do pracy. Z początku wszyscy podejrzewaliśmy, że tańczy gdzieś w klubie go go, że biedna pracuje ciężko na wszystkich domowników. Ktoś musi, przecież pieniądze same się nie zarobią, szczególnie jeżeli nikt więcej w domu nie pracuje. Jego dziadek, a jej ojciec, był kiedyś wielkim człowiekiem, wizjonerem, ale coś się zjebało i dzieci już nie są takie światłe. Więc kupił dziadek co trzeba. Kupił samochody, kupił mieszkania, kupił meble. Wykształcenia nie kupił, choć też mógłby to zrobić w naszym dziwnym kraju. Był człowiekiem starej daty, który sądził, że wykształcenie jest dla tych, którzy samodzielnie chcą je zdobyć. Tak więc ten mały człowiek – mówmy może na niego, tak dla ułatwienia, szczur śmierdzący – nie dostał wykształcenia, ale dostał prawo jazdy i samochód, i może matkę odwozić do roboty. Wszyscy szybko się zorientowali, że to jednak nie były tańce w klubach, tylko zwykła prostytucja za pieniądze. Czy istnieje prostytucja bez pieniędzy? Oczywiście, że istnieje, można się prostytuować za niemalże wszystko: rzeczy, znajomości, zdarzenia, cokolwiek. Przekona się o tym szczur śmierdzący szybko po tym, jak zabraknie świeżej gotówki. Nie mam do niej pretensji, znam nawet przypadki, w których prostytutki zostawały świętymi. W tej opowiastce najbardziej śmierdzący jest jej syn, ten szczur o krótkich nogach. To jego wina.

Szkoda też tego dziecioroba, wytatuowanego i pięknego. Dzieci zrobił na imprezie i to wcale nie jednej kobiecie. Wysportowany i piękny, taki jebacki. I wszystko byłoby miło, gdyby się nigdy, ale to przenigdy, nie odzywał. Pryska cały czar młodego człowieka, kiedy słyszy się jego seplen.
– Co ty kurwa do mnie mówisz – powiedziała do niego przyszła matka podczas pierwszej randki niedługo po tej fatalnej imprezie.
– Ałełełeachlele – odpowiedział jej ten przystojny młodzieniec z tatuażami na całej ręce i nodze, i pewnie gdzieś jeszcze, ale nie było akurat widać.
– Ale o chuj ci chodzi debilu skończony? – kokietowała go dalej młoda dama, ale on nie podłapał żartu, nie zorientował się, o co w tej grze może chodzić i się, bidulek nasz, obraził. Od początku mówiłem, że będzie go szkoda. Nie została z seplenem, choć ten miał jej dużo do powiedzenia. Następna z nim została i tworzą razem taką pięknie dwuznaczną parę. Bo kiedy na nich się patrzy, to myśli człowiek sobie, że spoko, że nawet fajnie się dobrali, ale kiedy odezwie się nasz seplen, to znika cały czar i nachodzi człowieka to ciężkie pytanie… dlaaaaczeeeegooooo? A ja odpowiem dlaczego, odezwał się siedzący na sali ktoś tam z tylnego rzędu. Seplen kocha swoją żonę, załatwił jej przecież pracę u kolegi. A skoro załatwił, to należy mu się za to zapłata, zapłata dwudziestu procent jej zarobków. Co by miała jego bidna żona gdyby nie jego znajomości? Nic by nie miała, a tak to ma osiemdziesiąt procent. Mąż załatwił.

A tego milenialsa czwartego to nawet nie szkoda. Gdzie podziały się te wielkie myśli polskich myślicieli o tym, żeby nie wykorzystywać wiedzy lub kultury dla własnych, prywatnych korzyści? Nie po to świat prowadził wojny, żeby teraz ten milenials się mógł tym zachwycać, siedząc przed telewizorem, w kapciach, przy kominku. Nie po to naukowcy odkrywają rzeczywistość, żeby temu milenialsowy było wygodniej. Nie po to artyści tworzą swoje dzieła, żeby mielnialsowi umilić czas. A jeżeli po to, to wszyscy jesteśmy skończeni. Nadejdzie kiedyś czas i na niego. Przekona się, że wiedza, która, jak mu się wydaje, dostępna jest w sposób nieograniczony w Internecie, jest jedynie informacją nieprzetworzoną, która zupełnie nie nadaje się do życia. Dlatego nie jest mi żal nikogo, kto nie przyłoży choć jednej refleksji do swojego życia, tylko zdobycze kultury wykorzystuje do osiągania swoich prywatnych interesów, przy użyciu wszystkiego, co tylko ma pod ręką. Skończy mu się to, kiedy małżeństwo Czubów zeżre im całe żarcie, kiedy szczur śmierdzący przywiezie im matkę na imprezę lub kiedy seplen powie mu: „łełedułegere”.

– A dlaczego jesteś taki nieczuły dla polaków drogi autorze tego tekstu? – zapytał mnie z widowni mojej jakiś piękny pan.
– Ano dlatego – odpowiadam – że trzeba pokazywać nasze wady, nie zalety. Wyzbywać się wad i robić krok naprzód. Powiem więcej, jakby jakiś niepolak przeczytał te przywary i jakoś, dzięki nim, zmienił się na lepsze, to też będę zadowolony. I już.

Tomasz Mirecki, do cyklu WolniPtaki – Czułość

About the author

Tomasz Mirecki

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *