O Adama malowniczej transmigracji

Otworzył oczy po raz pierwszy o 7:30. Godzinę ustalił spoglądając na ciepły telefon wyjęty spod pupy. „Za wcześnie” zawyrokował w głowie zły na swój poranny niespokojny sen. Wolny świąteczny dzień pragnął przespać przynajmniej do południa. Wcisnął twarz w poduszkę, zacisnął mocno powieki.

Następny powrót świadomości nastąpił o 8:14. „A już chuj z tym” wycharczał pod nosem, zrzucając z siebie kołdrę tak samo, jakby zrzucił kiepską kochankę, gdyby taką miał.

Gdyby taką miał. 

Adam jednak nie utyskiwał nad swoim samotnym losem, w ogóle rzadko poddawał refleksji swoje trwanie na świecie. Nie było ono łatwe: dni brzemienne w czas, który trzeba po prostu przez siebie przepuścić, gluty w nosie, porowatość skóry.

Tylko zdjęcia, na które się natknął przypadkiem dzień wcześniej, przeglądając w łóżku internet, ten czas na chwilę zatrzymały. Wyjął drugą rękę spod kołdry, skupił uwagę. Były to zdjęcia norweskich Lofotów zimą, która i w jego mieście zapadła mrokiem i wilgocią. Lofoty jednak odmiennie niż lokalne ulice przejęły go swoją mroźną surowością, domkami porozrzucanymi jak okruchy na rozległych zaśnieżonych obszarach, statecznością gór, złamanym dyskretnym światłem.

I choć świat jest zbyt potężny, by przejąć się nagłą tęsknotą jednego człowieka, to coś w jego tajemniczych systemach się jednak poruszyło, bo kiedy Adam wstał o 8:14, a sen zabrał mu wczorajsze wzruszenie, zobaczył przez okno zazwyczaj zasłonięte, z nad którego koincydencyjnie zerwał się karnisz, że pada właśnie pierwszy od lat śnieg. 

Rozczulenie zaczerwieniło Adami twarz i jak stał tak wybiegł z mieszkania, położył się na trawniku, to zamykając, to otwierając oczy, a ciężkie białe płatki padały mu na powieki i spływały rozpuszczone po bladych pulsujących skroniach. Leżał bez ruchu, a śnieg powoli pokrywał wokół niego trawę, zakrył mu teraz dłonie, zaczął wchodzić w usta i już wcale go spod niego nie widać i nikt już nie pamięta, że Adam kiedyś był, sam Adam nie pamięta, że był kiedyś czymś innym niż śnieg, Adam już w ogóle pamięci żadnej nie ma, bo Adam jest śniegiem i równą linią rysuje się na horyzoncie. 

About the author

Ola Fudalej

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *