Miłość

Po cóż mi szukać obcych bogów, skoro u siebie w domu mam służącą?
(Witold Gombrowicz, Ferdydurke, „Skamander”, 1935)

Spotkali się na zapleczu sklepu z dewocjonaliami. Nikt ich nie widział, co wypierało nieprzyjemną atmosferę flirtu. Przez przeźrocza jej sukienki w groszki przebijał obły kształt bioder i eliptyczny zarys obojczyków, które już za chwilę miał zgrabnie gładzić swoim mszalnym majestatem. Gdy ona pięła swoje biodra ku górze, on gładził falujące materiały. Oboje czuli się nawzajem niewidzialni, co wzmagało ich poczucie bezwstydu. Za każdym drżeniem falban, czuła jak czerwieni się jej skóra. Te falbany falujące nad jego miednicą paliły niczym grzane piwo poniewierające podniebienie kilka miesięcy temu na spotkaniu klasowym. Obiecał, że w nagrodę zabierze ją do makdonalda.

Pyta pani, czy u nas jest makdonald? Nie, u nas w mieście nie ma.

About the author

Paulina Adamczyk

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *