Akt

Z wyliczeń wynika, że w życiu bywają tylko dwa dni, które nie mają 24 godzin. Dzień naszych urodzin i dzień naszej śmierci. I jeszcze dzień pierwszego pocałunku. Dzień, w którym kumuluje się poświęcenie części naszego ciała napoczętego w listopadzie czy marcu, a rozmytego pod wpływem porannych kaszelków i gardła nawilżanego co wieczór czerwonym winem w atmosferze czerwca, gdy ciało stygnie wolniej, a gnije szybciej.

Zatem gdzieś między tym marcem, czerwcem a listopadem istnieje nieunikniona umieralność i niepohamowana nieśmiertelność, a między zapachem truskawkowej świeczki i pobielonymi winogronami z dyskontu istnieje krzyk o pewność siebie wyrażony giftem w postaci ozdobnie pakowanych czekoladek. Krzyk o wolność we dwoje, wykluczający starzenie. Gdy już zaczyna się owulacja, szuka się dowolnego adresu mailowego jak batonika na sklepowej półce, by zagadać i podać swój osobisty stosunek do ceny powszedniego chleba. Przy okazji, tak na zapas, można cyknąć zdjęcie swojego krocza w samych rajstopach i dziubka usmarowanego różową matową pomadką. Unosząc się pod aromatem ptasiego mleczka w białej polewie (edycja walentynkowa, bo miłość bywa niewinną), można sobie zalać tym biblijnym winem klawiaturę. Formuły adresy mailowych muszą wystarczyć za fetysz blond włosów i zielonych oczu zamiast papierków chowanych niedyskretnie w kieszeniach, wydawanych na browary goryczkowe, chmielowe, ipowe. Jak się całuje w Warszawie? Inaczej niż w Krakowie czy w Hollywood? W Warszawie całuje się poprzez ekran tego cykliczno-menstruacyjnego ekranu, we Wrocławiu analogicznie do modnego Paryża całuje się przez modne apaszki w panterkę, ale tam chyba brak jest trendu chleba ze smalcem pod wódkę. Przez błyskotkę wyświetlacza nie czuć zapachu mentolowych „elemów”. Dzięki tafli wyświetlacza nie trzeba krygować się ze świeżym oddechem, co sprawia, że białe ptasie smakuje jeszcze lepiej. Kiedyś można było jeszcze teleportować przez punkty klawiszy telefonu zapach swoich poczochranych włosów, na przykład na odcinek od łokcia do przytulenia, od blond kosmyka do welonu, od lekcji religii do starości. Ale to tylko przy akompaniamencie ckliwych melodyjek o życiu bez polityki. Ale jak pędzi pęcherzyk przez jajowody to się myśl tylko o tej chmurze nieprzytulonych. Już ostatni! Ostatnie słodkie zdjęcie, które ma sprowokować do lajka pasującą jeszcze pół roku temu drugą połowę jabłka. Lajk, a komentarz to już na pewno, to sprawa doraźna, sprawa na już, a odpowiedź na nieprzytulnego maila to sprawa do poniedziałkowej porannej kawy, gdy zazdrośni o dzieci tatusiowe lub frilanserzy sprawdzają tajnego maila, tęskniąc przy tym za dużymi jędrnymi biustami. Przy pełnych jelitach dreszcz podniecenia przy szukaniu tego Jedynego odczuwalny jest podwójnie, choć wyświetlające się reklamy koszul w modnych kolorach bywają rozpraszające przy zakochiwaniu się, tym razem już na serio. Warto się zatem zagłębić i między dolewką, a podłubaniem w nosie dowiedzieć się, że przeżyłoby się przygodową przygodę, że to irytujące, arcypodłe i przygnębiające, kiedy człowiek chce, a nie może, że żony znowu nie ma i się z drinkiem w ręku szuka życia w Internecie, że rutyna zabija i przytłacza, i że nie jestem feministką, nie chodzę w marszach obrony macicy, nie jestem weganką, jestem normalna i poukładana.

– Cześć

– Cześć, jak masz na imię?

– Dominika, a ty?

– Adam, skąd jesteś?

– z Warszawy, a ty?

– Ja ze Szczecina. Fajnie jest być z Warszawy… Jest co zwiedzać…

– To prawda, jest tutaj dużo atrakcji!

– Czym się zajmujesz na co dzień?

– Pracuję w korpo…

– Gdzie?

– W Centrum

– Ja w Szczecinie na lakierni

– Czego tutaj szukasz?

– Kumpla wiozę w nocy, bo zmieniają się ciężarówką i tak czekam na telefon, może nie usnę. Marne szanse jest poznać tu kogoś normalnego. A ty?

– Lubisz się całować?

– Marzysz czasem, by urodzić piątkę dzieci i zająć się nimi i domem?

– Absolutnie nie!

Okno prywatnej rozmowy zamyka się, więc nie pozostaje nic innego niż w najbliższy weekend zadzwonić do babci i dowiedzieć się, jak się robi smalec do chleba. Byleby wyszedł taki gęsty, zalepiający usta.

About the author

Paulina Adamczyk

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *