Dajesz radę!

Zdarzyło się to w Mieście z piasku, w grudniu. Maks, tak jak wszystkie dzieci w przedszkolu, został poproszony przez panią Renatkę o napisanie lub narysowanie listu do świętego Mikołaja. Przedszkolaki były bardzo podekscytowane i wypisywały lub rysowały długie listy swoich życzeń. Cały rok czekały na ten dzień. 

Zosia na przykład poprosiła o klocki, książkę i małą sztalugę, czekoladę, obrazek, buty lakierki czerwone w czarne kropki i nową hulajnogę, najlepiej taką z frędzelkami. Franio bardzo chciał dostać przytulankę wieloryba o naturalnych rozmiarach i kolejkę, a także te małe ptaszki ze sklepu za rogiem, pelikany w mikołajowych czapkach i watę cukrową, tylko koniecznie różową. Aleks poprosił o nową grę, samochód syrenkę do kolekcji PRL, strój Batmana albo Spidermana, nowy rower i deskorolkę, a Marysia kolczyki z czerwonym oczkiem, siostrę, brata  i jeszcze jedną siostrę, bo woli się bawić z dziewczynami  i mikroskop oraz jeśli Mikołaj zdąży, nową poduszkę w kształcie banana, ale koniecznie w kolorze czerwonym. 

Maks siedział nad pustą, białą kartką. Spojrzał na list Marysi i zobaczył na nim w rogu  serce. Wziął czerwoną kredkę i sam także narysował serce na liście do świętego Mikołaja. Jego serce bardziej przypomniało dziurawą piłkę do koszykówki, ale na myśli miał najprawdziwsze serce. 

Pani zebrała listy i rysunki, włożyła do kopert i zaadresowała je do świętego Mikołaja na Biegunie Północnym. 

Po Maksa tego dnia przyszła do przedszkola Zosia, jego niania. Pomogła mu założyć kurtkę i kozaki i, jak zwykle, poszli w stronę domu tą samą drogą. Po drodze, jak zawsze, najpierw bawili się w pytania, a potem zatrzymali się w parku przy stojącej tam rzeźbie niedźwiedzicy. 

– Ja dzisiaj pisałam, a ty?

– Ja dzisiaj malowałem, a ty?

– Ja dzisiaj biegałam, a ty?

– Ja dzisiaj skakałem, a ty?

– Ja dzisiaj gotowałam, a ty?

– Ja dzisiaj pisałem list do świętego Mikołaja, a ty?

Doszli właśnie do niedźwiedzicy. Zosia przykucnęła i zaczęła wypytywać Maksa o list.

– Ej no, a dlaczego ty nie zaczynasz od takiej wiadomości? No i co, no co napisałeś, czego ty chcesz od Mikołaja, Maks?

– No właśnie, że nie wiem czego. Niczego, chyba.

– Nie możesz nie chcieć niczego! Każdy czegoś chce! I co, wysłałeś pustą kartkę? 

– Nie, narysowałem serce, jak Marysia.

Podeszli bliżej rzeźby. Zosia zawsze opowiada Maksowi tę samą historię a Maks zawsze słucha jej jakby to było po raz pierwszy. 

– Oto parkowa niedźwiedzica. Jej imienia nie wolno wypowiadać bo przynosi to nieszczęście. Przywędrowała tu z daleka, ale nie wiadomo z jakiego świata. Tak naprawdę to ona wcale nie jest niedźwiedzicą, tylko kobietą w zwierzęcej skórze. Zamienił ją bóg Weles, gdyż miała zimne serce i nie umiała kochać. Weles ożywia ją raz w roku po to, by okazała innym ciepło. Nie wiadomo jak długo będzie tu stała, zamieniona w niedźwiedzicę. Wie to pewnie tylko Weles. – Zosia skończyła opowieść i ukłoniła się a za nią Maks.

Za rzeźbą stały trzy starsze kobiety. Miały długie, ciężkie suknie, kolorowe włosy, a na nich dzwonki, w rękach trzymały bębenki i  skrzypce. Grały i śpiewały. Zbliżyły się do Zosi i Maksa i zaczęły tańczyć wokół nich:

Stoi niedźwiedzica w parku

Stoi a z nią zwierząt moc

Myślisz, myślisz o podarku

Ona sprawi go w tę noc

Go w tę noc

Go w tę noc

Zaśmiały się i pobiegły w stronę miasta. 

– Zosiu, kim były te panie? – zapytał Maks.

– To czarownice z Łysej Góry. Mieszkają tu od kiedy pamiętam, czasami wychodzą, żeby czarować albo pośpiewać.

Wieczorem w domu Zosia opowiedziała tacie Maksa o liście do świętego Mikołaja i po umyciu chłopca i przeczytaniu mu bajki, pożegnała się. W drzwiach minęła mamę chłopca.

Tata krzyknął do żony z sofy nie odrywając oczu od komórki – Twój syn podobno chce dostać serce od świętego Mikołaja. Porozmawiaj z nim może, najdroższa, bo to jakieś babskie sprawy chyba. 

Mama poszła do pokoju syna, w drzwiach przetarła oczy, uśmiechnęła się i zapytała.

– Czy napisałeś już list do św. Mikołaja, synku?

– yhm.

– A powiesz mi, co napisałeś?

– Niee.

– Okej, to idź już spać. Późno jest.

Wyłączyła światło w pokoju dziecka i wróciła do salonu.

Rano tata podniósł syna z łóżka jak zwykle głośnym: Wstawaaaaj! Pobudka wstać! Koniom wody dać! Kto rano wstaje, temu pan bóg daje! Maks aż podskoczył ze strachu, bo akurat śniło mu się coś bardzo przyjemnego, ale już nie pamiętał co.

– Tato, jeszcze minutkę.

– Jaka minutkę? Wstawaj synu, dajesz radę! Zęby, ubranie i na śniadanie! Już, już, już, no, dajesz radę.

Maks nie spierał się. Nigdy to nic nie dawało, więc ubrał się, umył, zabrał z szafki swoja komórkę i zszedł na śniadanie. Dał radę. W przedpokoju przed lustrem przylizał długą blond grzywkę i sprawdził czy rosną mu wąsy. Przy śniadaniu wyjął komórkę, żeby pograć. Tata też coś robił w swoim telefonie. W samochodzie w drodze do przedszkola Maks dalej grał. Próbował rozgryźć, co może być napisane na kafelkach jego gry w smartfonie, a ponieważ nie umiał czytać ilekroć na coś naciskał, tracił serce.

– Tato, nie mogę przejść tej gry, pomóż mi!

– Sam sobie poradź. Pokombinuj, popróbuj! Dajesz radę!

W przedszkolu tego dnia dzieci były odświętnie ubrane. Przygotowały występy  i piosenki Jingle bells, Last Christmas, Weissfleckchen, Schneeflekchen, Feliz Navidad. Rodziców Maksa nie było na występach, ale była Zosia i bardzo jej się podobało. Tańczyła i śpiewała z dziećmi, a potem wyściskała Maksa i w podziękowaniu za występ dała mu śnieżną kulę ze słoika. 

Kiedy wracali do domu, jak zwykle tą sama drogą, zatrzymali się przy niedźwiedzicy i tym razem najpierw sprawdzili czy nie ma za nią czarownic z Łysej Góry. Nikogo nie było. Niedźwiedzica stała jak zwykle, więc ukłonili się jej i Zosia tak jak każdego dnia opowiedziała Maksowi historię wielkiego zwierzęcia. Poszli dalej w stronę domu. 

– Będziesz z nami na Wigilii? – zapytał Zosię Maks.

– Nie, jadę do mamy na północ. Wigilię spędzamy zawsze razem. To dla nas taki czas, który możemy spędzić z rodziną. Rozmawiamy, śpiewamy, gramy, jemy. Niektórzy wierzą, że tej nocy nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem.

Maks odwrócił się i spojrzał na rzeźbę w parku. Przemknęła mu przez głowę pewna myśl, ale zaraz o niej zapomniał. 

***

W Wigilię mama miała na sobie czerwoną sukienkę, a tata siedział przy stole w koszuli ze smartfonem w ręce. Włączyli telewizor i słuchali życzeń. W rogu salonu stała wysoka choinka ze złotymi bombkami i lampkami. Pod choinką leżały równo poukładane pudła w złotym papierze ze złotymi kokardkami. Maks siedział w czerwonym sweterku. 

– Mamo czy mogę zdjąć ten sweterek? Gryzie.

– Maks, bądź twardy, dajesz radę, wytrzymaj w nim do końca kolacji, synu – zamiast mamy odezwał się tata.

Na kolację Maks musiał zjeść pierogi z kapustą i grzybami i wypić barszcz. Zatykał nos, żeby nie czuć ich smaku. Musiał coś zjeść, bo inaczej nie mógłby otworzyć prezentów. Mimo wszystko był ciekaw, co też może być w tych pudłach.

– No, teraz czas żebyś otworzył prezenty, synu. Dajesz radę, co?  – tata zaśmiał się. 

Maks podszedł powoli do choinki. Na każdym pudełku wypisane było jego imię. W środku znajdowały się: zestaw samochodów na baterie, wielki statek imperium z klocków, najnowszy model komórki, PS 4, narty, strój płetwonurka, nowa rakieta do tenisa, rower z czterdziestoma przerzutkami i kije do golfa. Maks rozpakowywał je i odkładał jeden za drugim na stertę obok choinki. Mama i tata stali nad synem i cieszyli się tak, jakby te wszystkie prezenty były dla nich. 

– O ten, to ja – powiedział tata, gdy chłopiec wyjął z pudełka komórkę.

Maks przypomniał sobie nagle o liście do świętego Mikołaja, a wtedy zadzwonił dzwonek. 

– Kto to może być, w taką noc? – Zapytał tata.

Mama podeszła do wideofonu.

– Jakaś kobieta, nie wiem czy dobrze zrozumiałam nazwisko – Niedźwiedź albo jakoś tak. Nie widziałam twarzy. Ciemno jest. Wymień jutro żarówkę przed bramą, Misiu. – Mama poszła w stronę drzwi. Kiedy je otworzyła do domu ludzkim krokiem, na dwóch łapach, wszedł niedźwiedź. Mama zaczęła krzyczeć, a potem zemdlała, tata pobiegł do sypialni po strzelbę. Przewracał wszystko w poszukiwaniu naboi. 

Niedźwiedzica podeszła do Maksa, zamieniła się w kobietę i mocno go przytuliła. Chłopiec poczuł bicie jej ciepłego serca, miękkie futro i twarde pazury. Miała smutne, miodowe oczy i piękny, ciepły uśmiech. 

Tata zdążył właśnie naładować broń i stał już w drzwiach do salonu, a mama ocknęła się. Patrzyli to na kobietę, to na Maksa, to na siebie. 

– Zostaw mojego syna, kobieto! Niedźwiedziu! Kobieto! Maks, odsuń się! 

Kobieta na ich oczach zamieniła się znowu w niedźwiedzicę. Spojrzała na mamę i tatę, jeszcze raz mocno przytuliła Maksa, polizała go po czole i spokojnie odeszła. Zszokowani rodzice podbiegli do syna i mocno go objęli, a on ściskał szyje rodziców. Wszyscy śmiali się i płakali na przemian. 

– Wesołych Świąt, kochanie – powiedział tata.

– Wesołych Świąt, Misiu – powiedziała mama.

– Wesołych Świąt – powiedział Maks.

– Wesołych Świąt – zaśpiewały trzy czarownice, które czekały pod domem w ciężarówce na Niedźwiedzicę. 

Maksowi został jeszcze jeden prezent do rozpakowania. Małe zawiniątko w szarym papierze. Sznurek na nim nie chciał się rozsupłać. Maks spojrzał na tatę. – Dajesz rade, tato? – niepewnie zapytał.

– Eee, nie wiem, nigdy nie umiałem rozwiązywać supłów – powiedział tata i poszli we dwóch do pokoju Maksa po nożyczki. 

W zawiniątku było niewielkie, czerwone serce zrobione na szydełku. 

– To od świętego Mikołaja – powiedział Maks, a tata mocno go do siebie przycisnął i pocałował. Komórka w kieszeni taty zawibrowała. Nie wyjął jej. Kiedy wrócili do salonu, mama siedziała na sofie i oglądała album z rodzinnymi zdjęciami. 

Jesówka, 9 grudnia 2020 r.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *