Inwazja

Widziałam raz tutaj Ufoludki.

Widziałam, Judytka potwierdzi.

Różowy stał obok drewnianej budki,

dziewięciu siedziało na żerdzi.

Normalnie to żyją te stwory małe

na pewnej odległej planecie.

Tym razem zrobiły inwazję na salę

w przedszkolu, tę dużą, no wiecie!

Dziesięciu ich razem było, widziałam!

Biegały po całym terenie.

Jak wilki do słońca tu wyły, słyszałam!

Co znaczyć to miało? Nikt nie wie.

I lepiej nie wchodzić na hamak w ogrodzie.

Wiadomo, tam jedzą śniadanie.

Zielona im mazia spływa po brodzie

i nie chcą zapraszać nas na nie.

I chociaż są dziwne te ludki bardzo,

to żal mi ich trochę, bo wiecie,

Kosmita wyrzucił ich z domu i skarcił.

Tułają się teraz po świecie.

Chciałyśmy dogonić ich wczoraj i dzisiaj. 

Judytka i Renia też chciały.

Za drzewem i w grządkach chowały się w liściach.

Pokazał się jeden, ten mały.

I bał się, więc tylko dałyśmy mu mleka

i ciepłą kołderkę na wieczór.

I siedzi tam teraz ten maluch i czeka.

My zróbmy by dobrze tu się czuł.

12 listopada 2018 roku 

Z cyklu Wiersze zebrane w szatni 

About the author

Lidia Iwanowska-Szymańska

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *